english version english version

NAWIGACJA
O MNIE
UE
KONTAKT
ARCHIWUM
 

 

Media o posiedzeniu Komisji Petycji i Nord Stream...

Polskie media obszernie relacjonują lipcowe posiedzenie Komisji Petycji (15.07) i wystąpienie Poseł Lidii Geringer de Oedenberg na temat budowy Gazociągu Północnego.

Dla przypomnienia, Nord Stream to 1220-kilometrowy gazociąg instalowany na dnie Morza Bałtyckiego, który połączy wkrótce rosyjski Wyborg z niemieckim Greifswaldem. Do 2012 r. rurociągiem popłynie 55 mld metrów sześciennych gazu, z pominięciem "niestabilnych" terytoriów tranzytowych, takich jak: Ukraina, Białoruś, Litwa, Łotwa, Estonia i... Polska.

I chociaż wydaje się, że nikt (i nic) nie jest w stanie zatrzymać budowanego przez prywatnych inwestorów gazociągu, Parlament Europejski stara się wyegzekwować od Komisji Europejskiej uważniejszy monitoring inwestycji pod względem bezpieczeństwa obywateli i ochrony środowiska. Z ramienia Komisji Petycji temat ten prowadzi Lidia Geringer de Oedenberg.

15 lipca br. Komisja Europejska musiała odpowiedzieć na kolejne pytania dotyczące Gazociągu Północnego, m.in.:

1. Kto w przypadku ewentualnej katastrofy będzie odpowiedzialny za akcję ratunkową na Bałtyku - w obliczu "rozmytej" odpowiedzialności zaangażowanych 5 państw?

2. Czy Komisja Europejska zapoznała się z procedurami ratunkowymi przewidzianymi dla Gazociągu Północnego? Na stronie 30 nie-technicznego raportu Nord Stream można przeczytać: "dane statystyczne dotyczące ostatniego z czynników [nieszczelności gazociągu - przyp.] wskazują, że prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest skrajnie niskie, a zatem oddziaływanie zdarzenia uważa się za niewielkie w stosunku do wszystkich trzech środowisk. Oczywiście mimo to poczyniono odpowiednie przygotowania i opracowano procedury na wypadek, gdyby do niego doszło". Czy Komisja zna te procedury i monitoruje ich wdrożenie? Na przykład, które z 5 państw byłoby odpowiedzialne za ewentualne przedostawanie się gazu do morza lub eksplozję podwodnej miny z II wojny światowej?

3. Jak Komisja Europejska interpretuje fakt, iż Rosja wciąż nie ratyfikowała konwencji Espoo o ocenach oddziaływania na środowisko w kontekście transgranicznym, a mimo to powołuje się na jej zapisy - jako gwarant bezpieczeństwa inwestycji? Dwa lata temu, 8 lipca 2008 r., przedstawiciel Komisji Europejskiej - Pan Stavros Dimas - mówił podczas sesji plenarnej PE: "Zawsze naciskamy na państwa trzecie, jeśli chodzi o ratyfikację umów dotyczących ochrony środowiska". Zatem - jakie są efekty wspomnianego "naciskania" w odniesieniu do Rosji?

4. Wreszcie, kto weźmie odpowiedzialność za gazociąg, gdy ten zgodnie z planami, po 50 latach zostanie wycofany z użytku? Dlaczego nie ustalono jeszcze, czy gazociąg zostanie zdemontowany (i w jaki sposób), czy jedynie zabezpieczony na dnie morza.

Odpowiedź Komisji Europejskiej:

W odpowiedzi na pytania Poseł Lidii Geringer de Oedenberg przedstawiciel Komisji Europejskiej powtórzył, że Komisja Europejska nie posiada kompetencji do oceny jakości analizy wpływu oddziaływania inwestycji na środowisko, która została sporządzona na zamówienie spółki Nord Stream, i że sama analiza spełnia normy unijnej dyrektywy o ocenie wpływu na środowisko publicznych i prywatnych projektów. Ponadto, podkreślono, że wszystkie zainteresowane strony - 5 ww. państw - wyraziły zgodę na budowę gazociągu, i to do nich należało ewentualne zgłoszenie uwag do sporządzonej oceny wpływu, w tym pytania o odpowiedzialność za możliwą katastrofę ekologiczną na Morzu Bałtyckim - na wzór tej w Zatoce Meksykańskiej. Jednocześnie Komisja potwierdziła wyłączną odpowiedzialność inwestora za usuwanie skutków ewentualnej katastrofy, jak również brak należytej reakcji Rosji na upomnienia Komisji o ratyfikację konwencji o ocenach oddziaływania na środowisko w kontekście transgranicznym (tzw. konwencji Espoo).

Głosy mediów:

DZIENNIK POLSKI - Krytyka gazociągu
ENERGIA. Deputowani do Parlamentu Europejskiego ponownie skrytykowali projekt Gazociągu Północnego.


Tym razem dostało się nie tylko inwestorom, ale i Komisji Europejskiej. Jak na razie jedynie Europarlament zgłaszał zastrzeżenia do inwestycji. Niestety, jego głos nie jest decydujący.

Rosyjsko-niemiecka inwestycja była wielokrotnie krytykowana przez europosłów - w najpełniejszy sposób za sprawą raportu Komisji Petycji, przygotowanego dwa lata temu przez Marcina Libickiego. Teraz na posiedzeniu, w którym uczestniczyli przedstawiciele Komisji Europejskiej, posłowie komentowali głównie raport komisji w tej sprawie. I jak podkreślali, w opracowaniu tym jest wiele, stanowczo za wiele, nieścisłości i niejasności. Nie jest np. określone, kto w razie ewentualnej katastrofy (spowodowanej np. uszkodzeniem fragmentu gazociągu) odpowiadałby za usuwanie jej skutków?

- Przykład katastrofy ekologicznej w Zatoce Meksykańskiej pokazuje, jak ważne jest dokładne sprecyzowanie kwestii odpowiedzialności prawnej i finansowej. W projekcie inwestycji jest mowa o 50 latach jej istnienia, a co dalej? - dzieli się wątpliwościami Lidia Geringer de Oedenberg. Z kolei Zbigniew Ziobro zaproponował, by parlament, a konkretnie Komisja Petycji, przygotował kolejną rezolucję, tym razem dotyczącą faktu, że KE nie wywiązała się z zobowiązań nałożonych na nią przez parlament.

Postawa Komisji Europejskiej w sprawie Gazociągu Północnego jest faktycznie niepokojąca. Choć jeszcze trzy lata temu przewodniczący KE, Jose Manuel Barroso podkreślał, że Nord Stream nie jest inwestycją unijną i Unia będzie się jej przyglądać z dużą uwagą, wypowiedzi innych notabli brzmią zgoła inaczej. Teraz kolejni politycy unijni głoszą wręcz, iż Nord Stream jest jednym z priorytetów UE, dzięki któremu wspólnota zyska większe bezpieczeństwo energetyczne. Dziwi zwłaszcza tolerancyjne podejście do ewentualnych szkód ekologicznych, które mógłby wyrządzić osadzony na dnie Bałtyku gazociąg. A przecież ochrona środowiska jest jednym z najbardziej newralgicznych tematów europejskich.

Dominika Ćosić, Bruksela


POLSKA AGENCJA PRASOWA
Eurodeputowani ponownie pytają o Nord Stream


Eurodeputowani komisji petycji Parlamentu Europejskiego skrytykowali w czwartek Komisję Europejską za to, że wbrew apelowi PE sprzed 2 lat nie przeprowadziła własnej oceny wpływu na środowisko Gazociągu Północnego z Rosji do Niemiec, którego budowa trwa na Bałtyku. "Skutki tej inwestycji są trudne do przewidzenia bez profesjonalnej ekspertyzy. Nie jest określone, kto ponosiłby odpowiedzialność za skutki katastrofy na Morzu Bałtyckim. Które z zaangażowanych w budowę Nord Stream państw ma być odpowiedzialne za akcję ratunkową?" - pytała eurodeputowana SLD Lidia Geringer de Oedenberg.

Przedstawiciel Komisji Europejskiej obecny na posiedzeniu europarlamentarnej komisji tłumaczył, że przeprowadzenie analizy wpływu na środowisko było obowiązkiem inwestora, a nie KE. Podkreślił, że taka ocena została szczegółowo przeprowadzona. "KE nie ma żadnej roli instytucjonalnej na podstawie unijnego prawa. To zainteresowane kraje zezwalają na realizację inwestycji na podstawie dokumentacji przedstawionej przez Nord Stream. To kraje członkowskie ponoszą odpowiedzialność" - powiedział.

Te wyjaśnienia nie zadowoliły eurodeputowanych. W krótkiej debacie, w której głos zabrali przede wszystkim Polacy, skrytykowali oni stanowisko KE.

"Wyjaśnienia ewidentnie pokazują, że KE stara się zamieść problem pod dywan. Dla nas ta analiza (Nord Stram) nie jest niezależna" - ocenił Jarosław Wałęsa (PO). "Czy rezolucje PE mogą być traktowane przez Komisję Europejską tak swobodnie?" - pytał Zbigniew Ziobro (PiS), który zaproponował, by komisja petycji przygotowała kolejną rezolucję ws. Nord Stream, wskazującą, że KE nie wywiązała się z tego, do czego zobowiązał ją PE.

Przewodnicząca komisji petycji Erminia Mazzoni powiedziała, że nad wnioskiem Ziobry komisja zastanowi się na kolejnym posiedzeniu we wrześniu po przerwie wakacyjnej. "Na pewno podejmiemy jakieś działania" - zapewniła, podkreślając niezadowolenie eurodeputowanych ze stanowiska KE.

Czwartkowa debata była pokłosiem krytycznego raportu o Gazociągu Północnym przyjętego w lipcu 2008 r. przytłaczającą większością głosów przez Parlament Europejski. Jego sprawozdawcą był ówczesny eurodeputowany PiS Marcin Libicki. W sprawozdaniu posłowie zaapelowali, by budowa gazociągu Nord Stream była w pełni zgodna z prawodawstwem UE w zakresie oceny oddziaływania na środowisko oraz z postanowieniami wszystkich międzynarodowych konwencji. Już wtedy PE ubolewał nad "marginalną rolą" odgrywaną w tym projekcie przez UE, w szczególności przez Komisję Europejską.

Gazociąg Północny będą tworzyły dwie nitki o długości po 1220 km. Gazociąg ten będzie się zaczynać od tłoczni Portowaja koło rosyjskiego Wyborga, a kończyć w okolicach niemieckiego Greifswaldu, w pobliżu granicy z Polską. Rura będzie przebiegała przez wody terytorialne bądź wyłączne strefy ekonomiczne Rosji, Finlandii, Szwecji, Danii i Niemiec. Wszystkie te kraje wyraziły już zgodę na ułożenie gazociągu. Pierwsza nitka magistrali, której budowa się zaczęła, ma być gotowa w maju 2011 roku. Wtedy rozpocznie się układanie drugiej nitki. Do eksploatacji ma być przekazana w 2012 roku. Pierwszy gaz Gazociągiem Północnym powinien popłynąć we wrześniu 2011 roku.

Michał Kot (PAP)


INFORMACYJNA AGENCJA RADIOWA
Komisja Europejska pod ostrzałem krytyki


Komisja Europejska została ostro skrytykowana, głównie przez polskich europosłów, za brak działań w sprawie budowy Gazociągu Północnego po dnie Bałtyku, łączącego Rosję z Niemcami. Dwa lata temu Parlament Europejski przyjął raport wzywający Komisję Europejską do przeprowadzenia niezależnej analizy dotyczącej wpływu inwestycji na środowisko. Deputowani domagali się reakcji Brukseli, bo według nich budowa gazociągu będzie miała negatywny wpływ na Morze Bałtyckie. Zażądali też analizy działań na wypadek katastrofy.

Teraz europosłowie zaczęli rozliczać Komisję z podjętych działań, ale odpowiedzi tylko ich poirytowały. Stephanes Ampatzis z Komisji tłumaczył, że Bruksela nie może ingerować w prywatne przedsięwzięcie i narzucać swojej analizy. "Praktycznie Komisja nic nie może zrobić, a inwestor przecież przygotował ekspertyzę wpływu na środowisko" - mówił przedstawiciel Komisji. "Ekspertyza nie jest niezależna" - odpowiadał europoseł Jarosław Wałęsa z PO. Europoseł dodaje, że przygotował ją koncern Nord-Stream, a autor nie powinien być zaangażowany w inwestycję.

"Niestety zalecenia zostały zupełnie zlekceważone" - mówił europoseł Zbigniew Ziobro z PiS. Oburzony był też rumuński deputowany Victor Bostinaru. "Oni się z nami bawią. Trzeba to otwarcie powiedzieć Komisji Europejskiej, to jest niedopuszczalne" - podkreślał europoseł z Rumunii. Lidia Geringer de Oedenberg z SLD też nie otrzymała odpowiedzi na swoje pytanie. "Własność Rosji, na dnie Bałtyku, powoduje katastrofę i kto jest odpowiedzialny za usuwanie skutków katastrofy i za zapłatę za akcję ratunkową?" - pytała europosłanka.

Kolejne posiedzenie komisji petycji w tej sprawie odbędzie się we wrześniu.

(IAR)

źródło: informacja własna, Dziennik Polski, PAP, IAR

 
webmaster: SEO strona startowa: www.lgeringer.pl ^